Wróć do listy porad

Śmierć w górach - co z pogrzebem?

Śmierć w górach - co z pogrzebem?

Świadomość straty życia w górach towarzyszy każdemu himalaiście. Góry tak samo jak piękne, są równie niebezpieczne. Tylko nieliczni zdobyli upragnione szczyty. Inni pozostali w górach na zawsze... W takim razie co z ich pogrzebem?

Sukces Nepalczyków jest na ustach całego świata. Wspólnie, grupową pracą, zaangażowaniem i ogromnym wsparciem zdobyli dnia 16 stycznia 2021 roku szczyt K2. Niestety, często sukces przeplata się z tragedią. Tak było i w tym przypadku. W dniu, w którym Nepalczycy zdobyli najwyższy szczyt Karakorum, na tej samej górze stracił życie himalaista Sergi Mingote. Świadkiem tej tragedii była Magdalena Gorzkowska. Mimo podjętej próby reanimacji nie udało się uratować mężczyzny. Na profilu w social mediach himalaistka pisze o zdarzeniu:

" (...) Wczoraj szczyt został zdobyty przez 10 Nepalczyków! Karta historii została zamknięta. Gratulacje dla wszystkich! Niestety w czasie wczorajszego zejścia do Bazy byłam świadkiem kilkusetmetrowego lotu hiszpańskiego wspinacza. Obrażenia były na tyle poważne, że nie było możliwości uratować Sergiego. Wspaniała osoba odeszła na zawsze".

To nasza pasja i zapał pozwalają przekraczać granice własnych możliwości. Niestety, wiele osób traci życie, spełniając swoje życiowe cele i marzenia. Co się dzieje, kiedy śmierć nadeszła w drodze na szczyt? Czy ciało zawsze może zostać sprowadzone na dół?

 

Tragedia pod Rysami - rok 2003

Od zawsze ludzi ciągnęło do przekraczania granic i barier. Niektórych bardziej, innych mniej. Zdobywanie szczytów jest jedną z tych dyscyplin, która chociaż ryzykowna, zbiera dużą liczbę zwolenników.

Góry łączą w sobie zamiłowanie do natury oraz nasz hart ducha i zaangażowanie. Wyznaczony cel jednak nie zawsze zostaje osiągnięty. Jedną z łamiących serce sytuacji, była śmierć licealistów 28.11.2003 roku pod Rysami.

Dwa dni wcześniej uczniowie Ogólnokształcącego Liceum im. Leona Kruczkowskiego dotarli do Schroniska nad Morskim Okiem. Tam opiekun wycieczki odbył rozmowę z polskim taternikiem Władysławem Cywińskim. Alpinista odradził opiekunowi wejście na Rysy przy takich warunkach pogodowych. Mimo tego pierwsza grupa wyruszyła na najwyższy szczyt w Tatrach Polskich następnego dnia.

Ci uczniowie mieli szczęście. Mimo trudnego podejścia, udało im się zdobyć Rysy. Duże emocje i ogromne podekscytowanie prawdopodobnie udzieliło się kolejnej grupie, która następnego dnia również miała podjąć wyzwanie. Niestety w nocy z 27 na 28 listopada warunki pogodowe znacznie się zmieniły. Temperatura się podniosła, co spowodowało zagrożenie lawinowe.

 

tragedia na rysach

(fot. Laura Artwińska)


Lawina, która pochłonęła ludzkie istnienia

Mimo ostrzeżeń na Rysy wyruszyło 13 osób. Dwanaście nastolatków i jeden nauczyciel zmierzało w kierunku szczytu. Kiedy wszyscy minęli Czarny Staw, ze zboczy wyłoniła się potężna lawina. Ogrom śniegu porwał 9 osób.

Akcja ratownicza rozpoczęła się natychmiastowo. Odkopano 3 osoby. Jedyna dziewczyna, która została wykopana spod śniegu, nie miała większych obrażeń. Niestety, pozostałe dwie osoby nie przeżyły. Jeden z chłopców zmarł pod lawiną, drugi w drodze do szpitala. Nie udało się jednak w tym czasie znaleźć pozostałych uczestników wycieczki. Ich ciała znaleziono dopiero na wiosnę, kiedy śnieg stopniał.

Masa śniegu była tak potężna, że przebiła zamarzniętą taflę Czarnego Stawu. To właśnie tam wiosną znaleziono ciała pozostałej piątki. Zwłoki ostatniej osoby zostało odnalezione w czerwcu.

Chociaż w Tatrach do śmierci dochodzi każdego roku, to ta tragedia pozostanie jedną z najbardziej zapamiętanych. W drodze po swoje marzenia zginęło wielu młodych ludzi, a rodzice na zawsze stracili swoje ukochane dzieci.

Kiedy do śmierci dochodzi w Tatrach, to ciała zmarłych zawsze są przetransportowane na dół. W przypadku tak zaawansowanych podróży jak te na Himalaje lub Karakorum, ciała mogą pozostać w górach na zawsze.

 

Szlak umarłych na Górze Śmierci

Mount Everest nazywany jest również Górą Śmierci. W drodze na jej szczyt życie straciło ponad 300 osób. Ponad 200 ciał do dzisiaj znajduje się na drodze, gdzie stanowią ponury punkt orientacyjny dla kolejnych himalaistów.

Historie śmierci na najwyższym szczycie świata łamią serca nie jednej osobie, która się w nie zagłębiła. Ludzie decydujący się na zdobycie najwyższych szczytów świata to osoby przeważnie o ogromnym doświadczeniu, dobrym zdrowiu i świadomości niebezpieczeństwa. Jedną z takich osób był Nowozelandczyk Rob Hall. Mężczyzna był kierownikiem wyprawy na Mount Everest w 1996 roku. Niestety w wyniku ogromnego huraganu, nie udało mu się sprowadzić połowy swoich podopiecznych na dół. Sam również znalazł się w ogromnym niebezpieczeństwie.

 

pogrzeb w górach

 

Ostatnie pożegnanie w górach

Na wysokości powyżej 8 tysięcy metrów, jego ciało zaczynało oddychać beztlenowo. To powoduje wytworzenie szkodliwego kwasu mlekowego, a człowiek zaczyna wykorzystywać wszystkie zapasy energetyczne. Odmrożone kończyny uniemożliwiły mu dalsze poruszanie. Próbowano uratować mężczyznę, niestety dojście do niego było zbyt utrudnione, a panujący huragan uniemożliwiał jakiekolwiek działanie. Jedyne co mogli zrobić ocalali koledzy, to połączyć go przez radiotelefon z żoną. W ostatnich słowach wyznał miłość swojej ukochanej, która w najbliższym czasie spodziewała się przyjścia na świat ich dziecka. Po tym krótkim wyznaniu kontakt z mężczyzną się urwał. Wdowa nie chciała, jednak aby podejmowano próbę zniesienia ciała jej męża.

W takich warunkach niesienie kilogramowego plecaka i butli z tlenem jest wyjątkowo wyczerpujące. Zniesienie ciała jest zadaniem wręcz niemożliwym. A próba podjęcia się takiego wyczynu, jest bardzo niebezpieczna. Warunki na takiej wysokości sprawiają, że człowiek działa przy skrajnym wyczerpaniu oraz ciągłym napięciu.

 

Zielone buty

Ciała poległych na najwyższych szczytach bardzo często stanowią punkt orientacyjny dla innych wspinaczy. Jednym z takich znaków stały się zielone buty indyjskiego himalaisty Tsewanga Paljora. Mężczyzna zmarł, schodząc ze szczytu w 1996 roku. Jego ciało nie zostało przykryte zupełnie przez śnieg, a charakterystyczne zielone buty stały się punktem orientacyjnym.

 

Czy ciało można znieść na dół?

Już po 4 godzinach od śmierci ciało jest zamarznięte. Ciężar ciała utrudnia znacznie przemieszczanie się. Ponadto w niższych partiach gór, gdzie robi się coraz cieplej, zwłoki zaczynają bardzo szybko gnić.

Wiele osób decydujących się na zdobycie szczytu wie, że mogą pozostać tam na zawsze. Bywają jednak osoby, które nie mogą się z tym pogodzić.

Jedną z najpopularniejszych polskich himalaistek była Wanda Rutkiewicz. Kobieta w 1982 roku prowadziła wyprawę na K2. W trakcie tej wyprawy w obozie na 6200 metrach zmarła himalaistka Halina Kruger-Syrokomska. Mimo podjętej próby ratunku nie udało się zachować kobiety przy życiu. Wanda Rutkiewicz nie pozwoliła jednak na to, aby pozostawić ciało towarzyszki na szczycie. Postanowiła znieść ją i pogrzebać na cmentarzyku poległych u podstawy ściany K2.

Siedem lat później Wanda Rutkiewicz podjęła się kolejnego zniesienia ciała alpinistki Barbary Kozłowskiej. Kobieta zmarła w 1985 roku, a jej ciało przez cztery lata leżało w prowizorycznym lodowcowym grobie. Polka umieściła rozkładające się już zwłoki w plecaku, gdzie z pomocą Amerykanina i Hiszpana, zniosła na cmentarzyk ciało poległej.

Większość rodzin, podobnie jak żona Halla, decyduje się, aby ich bliskich zostawić w miejscu, w którym zginęli. Taka jest również często prośba samych himalaistów.

W drodze po marzenia zginęło wielu ludzi, ich ciała na zawsze pozostaną w koronie gór. Tam będą mijane przez kolejnych zdobywców. Taka strata dla rodzin jest ogromnie bolesna. Brak miejsca pochówku sprawia jeszcze większe cierpienie. Aby godnie pożegnać swoich bliskich, rodziny decydują się na symboliczny pogrzeb bez ciała.

 

śmierć himalaistów

 

Kiedy trumna jest pusta - symboliczny pogrzeb

Himalaista zostaje na szczycie, ale wspomnienia o nim pozostają w sercach rodziny. Potrzeba godnego pożegnania jest prawem każdego człowieka. Dlatego mimo braku zwłok rodziny organizują symboliczne pogrzeby. Ceremonia ta pozwala w minimalnym stopniu pogodzić się ze śmiercią.

Taki symboliczny pogrzeb został zorganizowany dla Tomasza Mackiewicza - himalaisty, który odszedł na Nanga Parbat w styczniu 2018 roku. Msza za himalaistę odbyła się 14 lutego w kościele św. Stanisława Kostki. W uroczystości brała udział rodzina, przyjaciele oraz inni himalaiści.

Każda z tych śmierci zapisana została na kartach historii. Ogromne zaangażowanie i upór w zdobywaniu celów, był nieodłącznym elementem życia wszystkich tych, którzy zakończyli swój żywot w górach. Chociaż śmierć jednego człowieka, zawsze będzie cierpieniem i tragedią dla dziesiątek lub setek pozostałych, to ich dążenie do marzeń zawsze trzeba uszanować.


Zobacz również: 🡆 Niezbędnik czyli dokumenty na wypadek śmierci

Zakłady pogrzebowe z innych miast w Polsce: